Home Do poczytania Hodowla Poród z punktu widzenia praktyka

Poród z punktu widzenia praktyka


aut. Monika Kozacz  foto: Zbigniew Stępak

W rolach głównych Famke Belle Fleur i Amelia z Zielonej Stajni.

 

 

            Luty to miesiąc rozpoczynających się porodów. Czas największych nadziei ale też okres nerwów i nieprzespanych nocy  dla odpowiedzialnych i  poważnie podchodzących do sprawy hodowców . Oczywiście można i należy zrobić wszystko by  ten najtrudniejszy
w procesie hodowli okres minął spokojnie i bezpiecznie. W tym celu do porodu trzeba się przygotować.

            Konie są zwierzętami rodzącym stosunkowo łatwo, jednak i u nich mogą pojawić się problemu okołoporodowe. Na szczęście,
przy odpowiednim nastawieniu można poradzić sobie z większością z nich.

            Fizjologicznego porodu możemy oczekiwać po ciąży trwającej od 310 do 370 dni, średnio-334 dni/ długość ciąży liczymy
od przedostatniego dnia, ostatniej rui /. U klaczy fryzyjskich występuje tendencja do nieco krótszego czasu ciąży: 318-325 dni a pierwsza ciąża jest zazwyczaj jeszcze krótsza niż następne wiec poród w okolicach 315 dnia nie powinien hodowcy zbytnio zaskoczyć.

            Określenie dokładnego momentu porodu, mimo wielu „podręcznikowych” objawów nie jest wcale takie proste, a często wręcz niemożliwe. Moment opuszczenia się brzucha jest indywidualny dla każdej ciąży i może wystąpić nawet na 3 tygodnie przed porodem, opisywane jako nader charakterystyczne rozluźnienie więzadeł miednicy jest w większości przypadków zupełnie niezauważalne. 
Podobnie jest ze „słynnym” wzrostem niepokoju u klaczy-z licznych relacji hodowców wynika, ze zdecydowana większość doświadczonych klaczy źrebi się bez wykazywania powyższych objawów, czasem w czasie dosłownie 15 minut pomiędzy jedną kontrolą a drugą!

            Ciągłe wchodzenie i wychodzenie ze stajni i ‘’wystawanie” nad boksem porodowym może spowodować  wstrzymanie porodu i rozmaite komplikacje jednak zasady bezpieczeństwa nie powinny nam pozwolić na pozostawienie rodzącej klaczy na łasce losu. Najlepszym wyjściem z sytuacji jest monitoring za pomocą kamery  przez cała dobę. Poród może przecież nastąpić nie tylko w środku nocy, ale również w południe, rano czy po południu- szczególnie w warunkach „spokoju w stajni”.  Bardzo pomocnym urządzeniem jest  specjalny pas , zwany alarmem porodowym. Nie jest to rozwiązanie zbyt tanie, ale relacje hodowców potwierdzają zasadność takiego wydatku, szczególnie w sytuacji gdy klaczy jest wiele, lub należą do grupy podwyższonego ryzyka.

            Pamiętajmy: JEŚLI  Z JAKIEGOKOLWIEK POWODU KLACZ MA RODZIC BLIZNIETA, LUB PRZECHODZIŁA ZABIEG CASLICKA, OBECNOSC LEKARZA PRZY PORODZIE JEST KONIECZNA- a co się z tym wiąże, termin porodu musi być uchwycony
z odpowiednim wyprzedzeniem. Czasami w takich przypadkach stosuje się wywołanie porodu. Stosowane w Stanach zjednoczonych alarmy w postaci czipa wszywanego w wargi sromowe klaczy, w Europie nie mają tak szerokiego zastosowania. W momencie rozpoczęcia porodu, czipa należy jak najszybciej usunąć.

            Najbardziej charakterystycznym objawem zbliżającego się porodu jest silne, trwałe/ wymię twarde, od podstawy do strzyków, strzyki skierowane na boki/ obrzmienie wymienia, które w ostatnich tygodniach przed porodem  nabrzmiewa i „opada”- gwarowo: „rozbija się”,
w ciągu doby. „Ustalenie się” jego stanu to znak, ze do „punktu zero” zostało ok. 5 dni/ czasem niestety tydzień, a niektóre klacze
„robią wymię” tuż przed porodem……/ Na wymieniu tworzą się sopelki woskowatej wydzieliny przedmiarowej, która z upływem czasu
robi się coraz bardziej płynna, a potem ponownie gęstnieje, zaczyna się kleić w palcach a zasychając tworzy kryształki.
Czasem można zaobserwować uderzenia siary pod ciśnieniem, dwoma równymi strumieniami. Teoretycznie powinno to świadczyć
o rozpoczęciu się pierwszej fazy porodu ( 12 godzin przed porodem właściwym ) jednak zdarza się że zjawisko to występuje o określonej godzinie, codziennie, nawet trzy dni przed porodem. Niektóre źródła podają, że taki wyciek może świadczyć o przedwczesnym odklejeniu się łożyska, ale praktyka tego nie potwierdza- i w takiej sytuacji możemy mieć do czynienia z zatrzymaniem się łożyska.



            Równie ważnym jak obrzęk wymienia objawem, jest obrzęk sromu. Jego stopień i wygląd jest dość charakterystyczny dla każdej klaczy, pojawia się mniej więcej na tydzień przed porodem, i jest wyraźnym sygnałem dla hodowcy, ze przygotowania do porodu powinny być już ukończone. Z powyższego wynika, ze należy z tym zdążyć do około 310 dnia ciąży.

            Praktykowane gdzieniegdzie przenoszenie klaczy do boksu porodowego wcale nie jest dobrym rozwiązaniem, jeśli nie zostanie zrobione odpowiednio wcześnie, by zaopatrzyć siarę w przeciwciała na występujące w nowym miejscu patogeny. 
Przeprowadzka powoduje tez stres, a w konsekwencji możliwość opóźnienia porodu i komplikacji.
Zupełnie swobodnie klacz może rodzić w swoim stałym odpowiednio zdezynfekowanym, wybielonym/ i wyścielonym boksie. Jeśli z obu stron stoją inne konie, a klacz jest nerwowa, można na pierwsze dni po porodzie zasłonić ażurowe części ścian bocznych by zapewnić matce całkowity spokój. Przy boksie klaczy warto zgromadzić zapas słomy na czas porodu i kilka pierwszych godzin po nim..
Kilkakrotne dościelenie może być niezbędne.

             Na około 14 dni przed porodem należy zmniejszyć ilość zadawanej klaczy paszy treściwej, a w dniu porodu ( jeśli oczywiście
uda się go „namierzyć”), ograniczyć ją do symbolicznej garstki. Ma to na celu uniknięcie tzw. kolki poporodowej, która jest skutkiem zbytniego obciążenia jelit. Wysoka ciąża i poród nie sprzyjają dobremu trawieniu.

            W dniu przypuszczalnego porodu należy tez porozumieć się z lekarzem, co do ewentualnej interwencji. Należy pamiętać, ze chociaż większość klaczy źrebi się w nocy, poród jest możliwy o każdej w zasadzie porze doby, także o 8 rano lub 12 w południe. Klacz należy wiec pilnie obserwować przez cała dobę!
            Sam hodowca powinien przygotować jodynę, ostre ( !!!!) nożyczki, mocną nitkę do ewentualnego przewiązania pępowiny,
spirytus salicylowy, łagodny środek dezynfekujący, np. nadmanganian potasu w wodnym, różowym roztworze, butelkę ze smoczkiem
o pojemności ok. 250 ml i ewentualnie urządzenie do ściągania pokarmu (  w tej roli doskonale sprawdza się „strzykawka” firmy Medela).                 Bandażowanie ogona klaczy znacznie ułatwia utrzymanie higieny porodu, ale nie jest konieczne.   Do dezynfekcji okolic narządów rozrodczych klaczy, w warunkach domowych najlepiej użyć słabego roztworu nadmanganianu potasu.

Objawy zbliżającego się porodu w kolejności występowania:
Lp. OBJAWY CZAS WYSTĄPIENIA UWAGI
1 Nabrzmienie wymienia i sromu ok.10 tygodnie przed porodem widoczne
2 Opuszczenie brzucha ok. 3 tygodni przed porodem widoczne
3 Rozluźnienie więzadeł krzyżowych 5- 2 dni przed porodem słabo widoczne- lepiej u wieloródek
4 Wyciek z wymienia 5-2 dni przed porodem widoczne
5 Niepokój, wędrowanie po boksie oglądanie na boki I faza porodu słabo widoczne- lepiej widoczne u pierwiastek


 
Poród dzieli się na trzy fazy: pierwsza, na ogół niewidoczna dla hodowcy, wstępna. W jej czasie płód układa się we właściwej pozycji, a błony płodowe rozwierają szyjkę macicy. Faza pierwsza trwa około 12 godzin.
            Faza druga to poród właściwy: skurcze przybierają na  sile i następuje wypchniecie lodu wspomagane jego ruchami. 
Początek tej fazy klacz może zaznaczyć częstszym oddawaniem moczu i kału, chodzeniem po boksie, oglądaniem się na boki a może tez po prostu przestać jeść, położyć się i urodzić- często tak robią klacze wieloródki, nie dając hodowcy szansy na jakąkolwiek reakcję.
Jeśli poród przebiega prawidłowo, a mamy możliwość obserwowania go  np. za pośrednictwem kamery, możemy się do tej obserwacji ograniczyć. Jeśli jednak klacz źle się ułoży ( a są jednostki wybitnie utalentowane do rodzenia np. w ścianę ) lub po 15- 30 fizjologicznych minutach ( tyle prawidłowo trwa II faza ) nie ma postępów porodu, trzeba działać. W przypadku klaczy źle leżącej, możemy spróbować ją podnieść. Jeśli jest na to za późno ( poród w toku ), musimy ja przesunąć chwytając za tylne nogi i ogon, najlepiej w dwie osoby.
Należy zachować przy tym duża ostrożność, o ile oczywiście w takiej sytuacji o ostrożność można mówić! Jeśli jest taka konieczność jedna osoba powinna starać się odciągnąć  klacz od ściany a druga w tym czasie skierować rodzące się źrebię od ściany, w kierunku stawów skokowych matki. Akcja jest bardzo prosta, choć fizycznie bardzo wyczerpująca.
            Czasami młode, zwłaszcza nerwowe, klacze rodzą na stojąco, co jest niebezpieczne tak dla źrebięcia, które upadając z wysokości może sobie zrobić krzywdę i spowodować zbyt wczesne przerwanie pępowiny, jak i dla samej klaczy. Ciężar źrebaka i błon płodowych może wywołać wypadniecie pochwy lub macicy. Szczególnie ten drugi przypadek jest poważnym zagrożeniem  dla życia klaczy. Wypadająca macica często naciąga, a w konsekwencji zrywa,  tętnice jajnikowe, powodując błyskawiczne wykrwawienie się klaczy.
            Jeśli nasza klacz zdecyduje się właśnie na stojąco odbywać poród, rodzące się źrebię musimy przytrzymywać. Najlepszym wyjściem jest przyjęcie porodu, przez dwie osoby, na mocny czysty kawałek materiału np. koc

            W prawidłowym przebiegu porodu, po kilku, kilkunastu parciach w szparze sromowej powinny pojawić się nogi źrebięcia okryte białawą , przezroczysta błoną. 
 

 
Jeśli błony są koloru czerwonego świadczy to o przedwczesnym odklejeniu się łożyska W tej sytuacji należy dążyć do jak najszybszego rozwiązania porodu, gdyż zachodzi ryzyko uduszenia się, lub poważnego zachłyśnięcia się źrebaka. Zachłyśnięcie się noworodka na ogół skutkuje bardzo ciężko leczącym się tzw. zachłystowym zapaleniem płuc. Jak widać, tak często nakazywane w tej sytuacji wzywanie lekarza, ma sens tylko wtedy gdy pojawi się on prawie natychmiast. Jeśli nie ma na to szansy,
hodowca musi sam udzielić pomocy, poprzez pociąganie źrebaka za nóżki, w momencie skurczu porodowego, w kierunku stawów skokowych klaczy. Oczywiście optymalnie byłoby użyć siły dwóch osób.
 

 
Dwie osoby są w ogóle idealnym „zespołem porodowym”,
bardzo rzadko zdarza się konieczność użycia siły większej i zawsze kończy się to mniejszymi, lub większymi obrażeniami narządów rodnych klaczy! Pomoc porodowa jest wskazana tez przy  zbyt słabych skurczach partych. Czasami udaje się skurcze wzmocnić, poprzez masaż brzucha klaczy za pomocą słomy. Drugim, bardzo dobrym sposobem masowania jest rytmiczny ucisk oburącz, od siebie, brzucha klaczy, zgodnie z falą skurczu. Ponieważ opisana czynność najwygodniej jest wykonywać siedząc na klaczy, musimy być pewni, ze zgodzi się ona na taką poufałość!

            Jeśli mimo wysiłków klaczy poród nie postępuje a źrebięcia nie widać, wypadałoby, jeszcze przed wezwaniem lekarza weterynarii, sprawdzić co się dzieje.  Warunkiem tego są idealnie czyste, umyte i odkażone ręce,  trochę odwagi ,opanowania i doświadczenia.
            NIE NAMAWIAM DO „GRZEBANIA W KLACZY” hodowca zawsze robi to NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!!!!!!

            Jeśli jednak zdecydujemy się na osobistą interwencję, przy braku doświadczenia powinniśmy ograniczyć się do próby stwierdzenia czynnika blokującego poród . Może to być na przykład bardzo duże źrebię, któremu , jeśli jest prawidłowo ułożone możemy pomóc
w sposób powyżej opisany ( nóżki można pociągać ręcznie, lub za pomocą jałowych sznurów porodowych ); źrebię w położeniu pośladkowym, pomoc jak wyżej.
            Trzeba zaznaczyć, ze prawidłowe jest tak główkowe, jak i pośladkowe ułożenie płodu, pod warunkiem, że znajduje się on w pozycji tzw. górnej tzn., że jego kręgosłup jest ustawiony do kręgosłupa matki.
 
 

Rys.1 pozycja górna główkowa.




Rys.2 pozycja górna pośladkowa

 

Rys. 3  Kierunek pociągania źrebięcia przy udzielaniu pomocy porodowej

 Inne przeszkody  to zawiniecie się kończyny lub główki płodu. Jeśli w kanale rodnym znajdziemy pojedynczą kończynę,
lub przednie nogi „bez głowy” wezwijmy doświadczoną pomoc! Jeśli domacamy się samych nóżek, przed podjęciem decyzji co,
dalej należy ustalić czy są to nogi przednie czy tylne- najłatwiej to zrobić znajdując, lub nie, ścięgno Achillesa.

            W oczekiwaniu na pomoc, oprowadzajmy klacz nie dając jej przeć. Tak samo należy postąpić gdy w kanale rodnym nie znajdziemy niczego. Może to świadczyć o niebezpiecznym, skręcie macicy. Czasem zdarza się też brak rozwarcia szyjki macicy np. spowodowane 
jej wcześniejszymi urazami- zrosty, lub zaburzeniami hormonalnymi. Również w tym przypadku potrzebna jest interwencja weterynaryjna.
Czasami brak postępu porodu spowodowany jest wadami rozwojowymi płodu, lub/i jego śmiercią. Gdy zaistnieje taka, bardzo smutna, na szczęście rzadka sytuacja, również nie obejdziemy się bez pilnej interwencji doktora, który podejmie środki ratujące życie klaczy.
Czasem zaistnieje konieczność wykonania cesarskiego cięcia.

            Z powodu dużej urazowości dla klaczy i w związku z tym, dużego ryzyka,  zabiegu zwanego kiedyś embriotomią, praktycznie się dziś już nie wykonuje. Możemy się na niego zgodzić kiedy naprawdę nie mamy już nic do stracenia!

            Jeśli klacz rodzi bliźnięta, poród należy traktować jak patologiczny, i jak już wcześniej zostało napisane, powinien się  odbywać
w obecności lekarza. Daje to największą szansę, szczęśliwego rozwiązania i właściwej opieki poporodowej nad klaczą i jej potomstwem. Źrebięta- bliźniaki są bardzo wrażliwe we wczesnym okresie noworodkowym i wymagają, nie da się tego inaczej określić, specjalnej troski.

            Po szczęśliwym opuszczeniu przez źrebię dróg rodnych matka i dziecko na ogół leża przez chwilę, odpoczywając ,przy czym klacz stara się tak ułożyć by wylizać noworodka .
 
 
U klaczy  fryzyjskich ten odruch jest często szczątkowy i należy źrebię rozetrzeć do sucha słomą lub czysta szorstka szmatką. Teraz jest również właściwy moment, na sprawdzenie czy jama gębowa i nozdrza malucha nie są czymś zatkane. Ważne: NIGDYNIE DMUCHAMY  W NOZDRZA NOWORODKA!!!! W ten sposób przemieszcza się tylko ewentualny płyn i śluz
do płuc źrebaka. Jeśli musimy udrożnić przewody nosowe, delikatnie wyciskamy z nich zawartość, na zewnątrz. Przy okazji możemy noworodka spokojnie, dokładnie obejrzeć by stwierdzić, czy nie ma urazów, ani wad rozwojowych. Niektóre z wad mogą być przyczyna niezdolności do życia. Ewentualne widoczne urazy okołoporodowe należy wedle możliwości opatrzyć.


 
 
Może zdarzyć się i tak, że pomimo wszelkich działań źrebię urodzi się martwe. W takim przypadku należy usunąć je z boksu. Optymalnym byłoby jak najszybsze wezwanie lekarza w celu ustalenia przyczyny śmierci źrebięcia, i oceny stanu zdrowia klaczy. Każdy taki przypadek powinien być dokładnie zanalizowany, niestety właściciele często, z bardzo różnych przyczyn, najczęściej emocjonalnych, nie decydują się na przeprowadzenie badań. Mimo wszystko należy się przemóc-  badania mogą uratować życie następnego źrebięcia!!!
Hodowca może mieć też do czynienia z odwrotną sytuacja- śmiercią klaczy przy porodzie, lub zaraz po nim. Najważniejszym zadaniem
jest wtedy podanie źrebięciu bądź siary ( np. z
własnego lub pobliskiego banku, od innej klaczy ) bądź gotowego preparatu siarozastępczego.  Następnie karmienie malca, co mniej więcej godzinę, gotowym produktem mlekozastepczym, mlekiem od innej klaczy lub specjalnie przygotowanym mlekiem krowim. Przyczyna śmierci klaczy również powinna być jak najszybciej ustalona!

            W normalnej sytuacji klacz podnosi się, przerywając pępowinę po około 20 minutach od porodu. Jeśli jednak tak się nie stanie, zachodzi bardzo rzadka konieczność jej przecięcia. Należy ciąć ostrymi nożyczkami w odległości na szerokość dłoni od brzuszka źrebaka, po uprzednim przewiązaniu pępowiny mocną nitką. Tniemy tak, żeby nitka została „po stronie źrebięcia”!!!! Kikut pępowiny należy dokładnie odkazić, najlepiej zanurzając go w naczynku z np. jodyną.
 

 
Nie należy się spieszyć z przecięciem pępowiny. Jeśli zrobimy to zbyt wcześnie źrebię nie dostanie całej, potrzebnej mu krwi łożyskowej i mogą wystąpić problemy, głownie z oddychaniem. Są one wynikiem zbyt małej ilości czerwonych krwinek, a co za tym idzie, hemoglobiny. Trzeba przy tym pamiętać, ze hemoglobina we krwi końskiego noworodka, w przeciwieństwie do np. ludzi i przeżuwaczy,
nie posiada zwiększonej zdolności wiązania tlenu.

            Ostatnia faza porodu to odejście łożyska, które powinno nastąpić po ok. 0.5- 3 godzinach od narodzin źrebięcia. Zanim to nastąpi należy zwisające błony związać w ciężki węzeł powyżej stawów skokowych klaczy. Przy braku wprawy można w tym celu użyć sznurka. Podwiązanie błon zapobiega ich zerwaniu przy przypadkowym nadepnięciu na nie przez klacz  a ich ciężar ułatwia odejście łożyska. Praktykowane czasem przywiązywanie ich do ogona mija się z celem, nie wolno też w żadnym wypadku ich obcinać!
Wydalone łożysko należy  rozłożyć i dokładnie obejrzeć by upewnić się, czy jest w całości i czy nie ma na nim śladów stanu zapalnego.

            U klaczy fryzyjskich dość często dochodzi do zatrzymania łożyska. Niektóre źródła mówią nawet o  15 % przypadków, podczas gdy zatrzymanie łożyska dotyczy ok. 4 % całej populacji klaczy. Jeśli łożysko nie zostanie oddane do dwóch godzin po porodzie, należy wezwać lekarza weterynarii. Wczesna interwencja pozwoli nam uniknąć licznych komplikacji, z ochwatem poporodowym na czele. Bezwzględnie
nie należy czekać z usunięciem łożyska dłużej niż 6 godzin po porodzie!

            Najczęściej, w celu odłożenia łożyska używa się oksytocyny w kroplówce. Jest to sposób zdecydowanie najbardziej godny polecenia gdyż najmniej inwazyjny. Ręczne odkładanie należy stosować wyłącznie jako ostateczne wyjście.

            U niektórych klaczy oksytocyna może spowodować spontaniczne wypieranie macicy. Jak już zostało powiedziane, stanowi to zagrożenie dla życia klaczy i nie wolno do tego dopuścić! Jeśli nawet nie dojdzie do zerwania tętnic, to macica swoim ciężarem zaciska naczynia krwionośne , wskutek czego jej tkanki obumierają. Jeśli macica jednak znajdzie się na zewnątrz bez przerwania naczyń,
należy ją, podobnie jak u krowy, podwiesić na czystym prześcieradle  i spłukiwać słabym roztworem nadmanganianu potasu. Ogon klaczy należy przywiązać do  jej szyi, żeby nie obcierał macicy. Lekarza wzywamy natychmiast. Oczywiście należy zrobić wszystko, żeby powyższą sytuacja nie zaistniała. Wypierana macicę należy próbować „ wpychać z powrotem”. Wymaga to dużej siły i spokoju, ale czasem się udaje. Zawsze warto spróbować!
            Po odejściu łożyska na oksytocynie, dobrze jest podać klaczy dawkę środka rozkurczowego.

            Zatrzymanie łożyska u klaczy fryzyjskich wydaje się występować szczególnie u konkretnych rodzin. Nie jest wykluczone,
że skłonność ta,  jest dziedziczna.  

            Jeśli wszystko jest w porządku, po upływie kilkunastu minut,  najpóźniej do pół godziny, źrebię podejmuje próby wstania.
Małe fryzy są bardziej nieporadne niż źrebięta innych ras i zdarza się, ze nie są  w stanie utrzymać się na nogach jeszcze po ponad dwóch godzinach od narodzin.

          Żeby zapobiec zmęczeniu, wygłodzeniu, i żeby nie zmarnować cennych składników odpornościowych dobrze jest zdoić klacz i podać źrebięciu siarę za pomocą, uprzednio wygotowanej, butelki ze smoczkiem. Ponieważ wystąpienie odruchu ssania, szczególnie u ogierków może być opóźnione, za pierwszym razem zdajamy nie więcej niż 50 ml. Niektóre źrebięta ssą od razu, inne musimy do tego cierpliwie namawiać. Pamiętajmy jednak, ze nie wolno niczego wlewać maluchowi do gardła, na siłę. Jeśli źrebak z jakiegoś powodu nie wypije wydojonej siary do jej wystygnięcia, należy ja wylać i udoic nowa porcję.  Czasem przy wyjątkowo „opornych „ źrebiętach czynność tą trzeba powtórzyć kilka razy, a może być i tak, ze źrebak „zaskoczy” na nieco wystygłym już mleku, lepiej więc, żeby porcja nie była zbyt duża.
Nie zmarnujemy zbyt wiele „białego złota”, a przestudzona nieco siara, w małej dawce, nie zaszkodzi zanadto maleństwu.


            Szybkie podanie siary powoduje odejście smółki, nieraz jeszcze przed wstaniem źrebaka na nogi.  Jeśli widzimy, że choć źrebię
się napina, smółka nie została wydalona, musimy ją usunąć . W tym celu stosuje się lewatywę z np. bardzo rzadkiego odwaru siemienia, wody z mydłem lub soli glauberskiej. Można tez ,bardzo ostrożnie spróbować usunąć ja ręcznie. Jeśli smółka nie odejdzie pomimo  wszystko, lepiej wezwać lekarza weterynarii. Problemy z oddaniem smółki obserwuje się głównie u ogierków, bliźniąt, lub źrebiąt słabowitych, z wadami.

            Napojone źrebię na ogół przystępuje do prób wstawania ze wzmożona energią, choć czasem zdarza się, ze przyśnie
na 15- 20 minut. Nie należy się tym zbytnio martwić.

            Część wydojonej siary możemy przelać do jałowych pojemniczków , w porcjach po 50 ml, i bezpiecznie przechowywać w zamrażarce przez rok. Taki „bank siary” może być bardzo pomocny przy wielu przypadkach losowych.

            Jeśli źrebak nie znajdzie wymienia po dwóch godzinach od wstania, należy ponownie podać siarę z butelki, tym razem w większej, 100 ml, dawce.

            Zdajanie likwiduje też napięcie wymienia, w konsekwencji ułatwiając noworodkowi uchwycenie strzyka. Zmniejsza tez stres i ewentualny opór młodej matki przy pierwszym ssaniu. Jednorazowe porcje podawane źrebięciu nie powinny być większe niż 200 ml
( WAŻNE!) a odstęp pomiędzy porcjami powinien wynosić ok. 1 godziny. Podawanie siary z butelki jest szczególnie ważne w przypadku bliźniąt którym trzeba dostarczyć jak najwięcej ciał odpornościowych ( można też podać surowicę krwi dorosłego, zdrowego konia).

            Po dwukrotnym, lub maksymalnie trzykrotnym napojeniu źrebięcia z butelki, każde normalne, zdrowe źrebię znajdzie wymię!
Te poszukiwania możemy już spokojnie obserwować np. za pośrednictwem kamery, nie przeszkadzając matce i dziecku.

            Nie dotyczy to rodzeństwa, któremu musimy pomóc znaleźć wymię- najlepiej od razu dosadzać każde z bliźniąt do jednego,
tego samego strzyka. Unikniemy w ten sposób niepotrzebnej przepychanki źrebiąt przy wymieniu, choć i tak musimy cały czas pilnować,
by silniejsze z rodzeństwa nie odjadało słabszego. Oczywiście nie unikniemy też dokarmiania źrebiąt przez cały okres wychowu.

            Jeśli trafimy na malca, który zdecydowanie odtrąci smoczek, wstanie i pójdzie do wymienia, należy się tylko cieszyć! I takie się zdarzają, choć wśród fryzów, raczej rzadko.

            Gdy odejdzie łożysko, a źrebię napije się siary, odda smółkę i wstanie, hodowca może pozwolić sobie na kilka godzin odpoczynku, dając matce i dziecku czas na nawiązanie  prawidłowych relacji. Jeśli jednak np., młoda klacz zachowuje się w stosunku do źrebięcia
w sposób wzbudzający nasz niepokój, lepiej nie zostawiajmy jej sam na sam z dzieckiem. W takim przypadku powinniśmy pozostać
w pobliżu przez około 12 godzin, a czasem nawet 3- 4 dni. Obowiązki „strażnika” powinna pełnić osoba której klacz ufa, a jednocześnie czuje do niej zdrowy respekt. Jeśli po 4 dniach klacz nie przyzwyczai się do źrebięcia, szanse na jej przekonanie spadają właściwie do zera.

            Całkowite odrzucenie źrebięcia przez klacz zdarza się bardzo rzadko, najczęściej przy pierwszym źrebięciu, przy przedwczesnym porodzie. Klacze które odrzuciły pierwsze źrebię, następnymi na ogół zajmują się zupełnie normalnie. Tylko wyjątkowo trafiają się klacze pozbawione całkowicie instynktu macierzyńskiego. Jednostki takie należy eliminować z hodowli, ze względu na zaburzenia behawioralne którym podlegają pozbawione wzorca źrebięta. Konie są zwierzętami stadnymi i konieczna jest dla nich znajomość prawidłowych relacji
w grupie. Wszelkie zmiany zachowania mogą  rzutować na późniejsze kontakty konia z człowiekiem i znacznie utrudniać,
a nawet uniemożliwiać użytkowanie zwierzęcia.

            Poród dobiegł końca, matka i dziecko zajęci są sobą, nie oznacza to jednak, ze hodowca może spocząć na laurach. Kolejne  tydzień  jest okresem krytycznym w życiu malucha, jak również może zdecydować o dalszej karierze hodowlanej jego matki .
 
CDN……..

 

 

 

 

 

 
 
web stats stat24